Witam

Barbara Ahrens – Młynarska
Klub Miłośników Żywego Słowa - polska kultura w Szwajcarii.

Miejsce spotkań: (Google Maps)
Cinema ODEON | Bahnhofplatz 11 | 5200 Brugg AG | naprzeciwko dworca | Szwajcaria.

 

Kochana Rodzino Klubowa

Niech nadchodzący Nowy Rok przyniesie zdrowie, pomyślność, oraz wiele chwil,
które na długo pozostaną w pamięci - jasnych, dobrych i pełnych nadziei.

Wasza Basia Ahrens-Młynarska
/wasza pani kierowniczka

Klub Miłośników Żywego Słowa | Polnisch-Literarischer Klub: Kalendarz Spotkań


Kulturhaus ODEON

1986 - 2026 
Jubileusz XXXX – lecia.

 

Sobota - 07 marca 2026; godzina 15.00
Inauguracja XXXX sezonu artystycznego.

Jarosław Kurski zaprasza na spotkanie z ....

 

Sobota - 13 czerwca 2026; godzina 15.00

Jan Peszek


„Portret artysty z czasów starości”.

Zbiór najważniejszych scen ze spektaklu
„Minetti, portret artysty z czasów starości” Th. Bernhardta.
Reżyseria – Andrzej Domalik.

 

Sobota - 12 września 2026; godzina 15.00
Spektakl Galowy tylko dla członkiń i członków Klubu.
„Tak, jak malował pan W.M.”
...pamięci Wojciecha Młynarskiego...

Wykonawcy:

Zbigniew Zamachowski

przy fortepianie: Roman Hudaszek

 

Sobota - 28 listopada 2026; godzina 15.00
Koncert Barbórkowy pt.
„Piosenka ci nie da zapomnieć”.
Wykonawcy:

Olga Bończyk

Piotr Wrombel – fortepian
Bartek Szetela - kontrabas

Izabela Burger: Ewa Konstancja Bułhak


Ewa Konstancja Bułhak – Ulepiona przez Bardzo Zdolne Anioły

Człowiek nie kaktus, wiadomo. Samotnie na ugorze nie urośnie, a bez rozmowy zżółknie, zamarznie i wyschnie na wiór. Homo tribalis, interaktywna istota stadna, przystosowana do funkcjonowania w grupie przedstawicieli swojego gatunku, biologicznie zaprogramowana do spontanicznego tworzenia interakcji w każdych warunkach.

- Jak Pleciuga odtajała, to natychmiast zagadała – wita mnie Basia, mój ulubiony homo tribalis, za każdym razem, gdy zdarzy nam się dłuższa niż tydzień przerwa w pogaduszkach. Wiadomo, musimy narobić. Wjeżdżają zatem na stół tematy przeróżne, świeże i wspominkowe. Najpierw trzeba ponarzekać – bo zimno, bo ciemno, bo grudzień i skończyły się już wakacje pod palmami. Potem o tarcie porzeczkowej i blinach z Marbelli, potem o różnych Bajach na scianie i płaszczu w szatni przedostatnim, i co tam jeszcze Pleciugom w duszy zagra. Czasem zagra Gałczyński, wczesnoszkolne kupleciki Wojtka, kurpiowskie przyśpiewki Fredzi z Komorowa; troche o dobrym pszczelarzu, kłótniach papug nad oceanem i o tym, że navigare necesse est. Bez rozmów nie działa nic. Musi być również o tym, kto-komu-co-i-kiedy w Klubie, o tych, ktorzy już w Klubie byli i tych, którzy wkrótce będą. – Uwierz mi, naprawdę zdolne anioły tę dziewczynę ulepiły, i to jakie zdolne! Spodoba ci się! – powiedziała Basia przed recialem Ewy Konstancji Bułhak. Uwierzyłam. Bo Basi zawsze wierzę.

Wierzę również mojej dentystce, bo od tego się ma dentystkę, żeby jej wierzyć. Zadeklarowałam jej wierność do trumiennej deski i wierzę ze wszystkich sił w każde jej słowo. Prawdziwy homo tribalis, choć z przyczyn oczywistych komunikacja jest raczej jednostronna. Pogadać sobie człowiek nie pogada, raczej posłucha, może sobie najwyżej mrugnąć – raz na tak, dwa razy na nie. Spotkałyśmy się pod koniec listopada, tuż przed spektaklem w Brugg.

- Ewa Konstancja Bułhak? – zapytała przyglądając się mojemu zdjeciu rtg – Ach. Rewelacyjna. 300 procent kobiety w kobiecie. Tej piątce to trzeba kanały wypełnic – zawyrokowała. – Ona była już w Klubie nie raz, ale pamiętam ją z Warszawy, z Teatru Narodowego. Zabolało? – mrugam raz, na wszelki wypadek. – Niesamowicie charyzmatyczna. Na tej sztuce byłam trzy razy, raz nawet z połową kongresu kardiologów. Księżniczka na opak odwrócona, świetna sztuka! Pewnie poszłabym kolejny raz, ale zdjęli z afisza – powiedziała zza wiertła. – Księżniczka i ogrodniczka, zamieniły się na życia. Jak tylko weszła na scenę, wiadomo było, kto tu rządzi. Charyzmatyczna, z takim nie do opisania seksapilem. Nie ruszaj głową, nie boli przecież, kanały wypełniam – ciągnęła dalej zagłębiając wiertło w mojej górnej piątce. Niech Bóg błogosławi znieczulenie, pomyślałam sobie. – Niesamowita. Szczęka opada, że tak powiem. Tyle w niej siły, wyrazu, autentyczności. Nie zamykaj. Kobieta, taka prawdziwa, pełnokrwista, rasowa, zadziorna, nie żadne tam kobieciątko. Te kanały jakies pozakręcane, jeszcze chwila, już kończę – wiercenie nie milknie. -  Jedna z lepszych aktorek, jakie widziałam na scenie. Jak w zgryzie? Pozgrzytaj. O, tu jeszcze podpiłuję. Spodoba ci się!

O ile politykom, internistom i kardiologom wierzyć za grosz nie należy, to Basi i dentystkom wierzyć trzeba. Basia dzieli reciale na a) wybitne, b) też wybitne, c) niezłe i d) takie za 24 jajka. Już w tym momencie, kiedy światło na sali zgasło, a to na scenie jeszcze się nie zapaliło, wiedziałam, że to będzie coś z pierwszej kategorii.

Śpiewa, komponuje, koncertuje, nagrywa. Pełni również funkcję dziekana (dziekanki?) Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie, jest doktorem (doktorą?) habilitowaną sztuk teatralnych i filmowych, i bardzo uważa, żeby jej praca dydaktyczna nie przeszkadzała pracy scenicznej – i odwrotnie. Weszła na scenę i wniosła na nią atmosferę zadymionych przedwojennych berlińskich kabaretów. Nie zdążylam się dobrze zastanowić – Marlena Dietrich czy Liza Minelli z filmu Kabaret? – gdy z fortepianu (profesora!) Jacka Kity rozległy się pierwsze takty tytułowej piosenki z filmu. Mrugnęłam na tak. Tak, tak, tak.

Więcej w archiwum ->